Creative Commons a polska regulacja praw autorskich

Foto: flickr.com

Po raz kolejny, tym razem na konferencji InternetBeta 2010 zorganizowanej w dniach 15–17 września w Rzeszowie, Lawrence Lessig przedstawił swoją teorię wolnych licencji. Jak wiadomo, organizacja Creative Commons, której celem jest osiągnięcie kompromisu pomiędzy efektywną ochroną praw autorskich twórców a jednoczesnym umożliwieniem jak najszerszego wykorzystywania ich dzieł,  w dalszym ciągu święci swoje sukcesy.

„Some rights reserved” czy „All rights reserved”?

Promowana przez Lessig’a idea „some rights reserved” w miejsce „all rights reserved” większość odbiorców zachwyca swoją innowacyjnością i świeżym spojrzeniem na problem. Czy jednak jest tak w rzeczywistości? Przypatrzmy się naszemu rodzimemu prawu autorskiemu. Ustawa z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych w żaden sposób nie narzuca twórcom obowiązku strzeżenia ich praw za wszelką cenę, ani też nie uszczęśliwia ich na siłę gwarantując im „przymusową” ochronę praw autorskich w każdej sytuacji.

To twórca decyduje…

Jak sama nazwa wskazuje, prawa autorskie to uprawnienie a nie obowiązek twórców do chronienia swych praw. Stąd też, w gestii twórcy leży decyzja jak „szczelnie” zabezpieczy swoje uprawnienia płynące z tego, iż jest autorem określonego dzieła. Oczywiście nie mówię tu o autorskich prawach osobistych, które tworzą nierozerwalną więź pomiędzy twórcą a jego dziełem i nie są zbywalne, ani nie podlegają dziedziczeniu, ale o prawach majątkowych, chroniących interesy autora. Zapewniona przez ustawę praktycznie nieograniczona swoboda kształtowania stosunku prawnego w zakresie przenoszenia majątkowych praw autorskich na podmioty trzecie w drodze licencji, pozwala twórcy decydować o tym na jakich warunkach i komu zezwoli na korzystanie ze swojego działa.

… jaką wybrać licencję

I tak jak w przypadku licencji Creative Commons mamy tu do czynienia np. z licencją pełną, dającą licencjobiorcy prawo do korzystania z utworu w tym samym zakresie co twórca, licencją otwartą, na mocy której dowolna osoba z upoważnienia twórcy zyskuje prawo do korzystania z utworu oraz do jego modyfikowania, a nawet licencją mocną, na podstawie której licencjodawca zobowiązuje się do niekorzystania z utworu.

W granicach „dozwolonego użytku”

Co więcej, przywołana powyżej ustawa idzie o krok dalej, wymieniając katalog podmiotów, które w ramach tzw. dozwolonego użytku mogą korzystać nawet z chronionych utworów (tj. biblioteki, instytucje oświatowe i naukowe, itp.). Na gruncie polskiej ustawy, dozwolony użytek to także katalog czynności, których podejmowanie w określonym celu i zakresie nie narusza praw autorskich twórcy (np. rozpowszechnianie utworów w prasie lub telewizji dla celów informacyjnych, korzystanie z już rozpowszechnionego utworu dla celów niekomercyjnych, itd.).

Więc jednak takie same

Stąd też, konstrukcja licencji Creative Commons i tych respektowanych przez prawo polskie jest tak naprawdę tożsama: obowiązkowe zastrzeżenie osobistych praw autorskich na rzecz twórcy (swoisty podpis autora pod stworzonym dziełem, jako jego prawo niezbywalne i nierozerwalnie z nim związane) i swobodna decyzyjność twórcy w zakresie jego majątkowych praw autorskich co do dzieła („udostępniam bez ograniczeń”, „nie udostępniam” lub „udostępniam z ograniczeniami”).

Idea, ale nie regulacja

Moim zdaniem, Creative Commons to ruch społeczny mający za zadanie przekonanie twórców do szczodrego dzielenia się swoimi utworami z osobami trzecimi, zezwolenia, aby ich utwór miał szansę upowszechnić się w znacznej mierze i w sposób naturalny ewoluować, a Lawrence Lessig to prekursor idei wolnej kultury („free culture”) i piewca nieskrępowanego korzystania z twórczości innych osób. Nie ma tu jednak mowy o innowacyjnej koncepcji praw autorskich, o nowych formach licencji czy rozwiązaniu stanowiącym złoty środek dla problemu „twórca-odtwórca”.

A to, czy „wszystkie” („all”) czy tylko „niektóre” („some”) prawa autorskie zostaną zastrzeżone zależy i w dalszym ciągu zależeć będzie wyłącznie od autora dzieła…

Relację z konferencji możecie przeczytać również na blogach: MediaFun, Technetium, ImagineBlog, Plutecki.net, Centrum e-learningu AGH

Konferencję opisywał też serwis interaktywnie.com, a w serwisie Techblog znajdziecie ciekawy wywiad z Mateuszem Tułeckim, organizatorem InternetBeta2010.

2 przemyślenia nt. „Creative Commons a polska regulacja praw autorskich

  1. Witam,

    zgadzam się z Panią że to zawsze od autora dzieła będzie zależeć w jaki sposób udostępni swoje dzieło.
    Ruch Creative Commons ma jednak za zadanie zachęcić do dzielenia się swoim dziełem w szerszy sposób (o czym Pani pisze) niż tylko poprzez dozwolony użytek. Dozwolony użytek niestety pozwala jedynie używania chronionego utworu do ściśle wyznaczonych celów lub ściśle wyznaczonej formie (przykładowo prawo cytatu dla wyjaśnienia), niektóre licencje Creative Commons pozwalają jednak na korzystanie z utworu w sposób szerszy nawet poprzez stworzenie swojego własnego utworu w oparciu o utwór udostępniony na licencji Creative Commons. Zgadzam się w pełni z Pani zdaniem że Creative Commons jest ruchem społecznym jednak moim zdaniem bardzo ważnym ruchem.

    Jeśli chodzi natomiast o ruch tzw ‚Wolnej Kultury’ to myślę że jest swego rodzaju innowacją dla praw autorskich.
    Przykładem może być wydłużenie czasu trwania prawie autorskim Stanów zjednoczonych (z bazowych 14 lat do 70 lat po śmierci twórcy + dodatkowe udogodnienia dla korporacji) czy też w przypadku polskiego prawa autorskiego (początkowo 30 obecnie 70) – powoduje to sytuacje w której nie możemy korzystać z utworu przy tworzeniu swojego utworu przez tak długi czas (nie licząc oczywiście dozwolonego użytku). Za zgodą twórcy utworu możemy jedynie stworzyć utwór zależy a co jeśli chcemy posłużyć się częściami utworu innego twórcy budując swój utwór który praktycznie nie będzie się odróżniał od oryginału ? Musimy uzyskać licencję co wiąże się z kosztami (dla początkującego autora dużymi) lub czkać aż utwór trafi do domeny publicznej. Lessig podkreśla w swoich wykładach żeby skrócić ten okres i dać możliwość czerpania z innych utworów. Wiąże się z tym również Creative Commons który zachęca do udostępniania swoich utworów dla (jak to określa Lessig) amatorów do użytku niekomercyjnego.

    Bardzo podoba mi się Pani blog i byłem zdziwiony jako student aktualnością tematów jaki Pani podejmuje :)
    Same wpisy również są wyjątkowo ciekawe.
    Jestem również pod wrażeniem estetyki zarówno strony kancelarii jak i samego bloga.

    Z wyrazami szacunku

  2. Bardzo fajna inicjatywa i mam nadzieję, że coraz to większa liczba twórców będzie się na coś takiego decydowała i zacznie w jakimś stopniu udostępniać swoje utwory na licencji ‚some rights reserved’. Na pewno w oczach społeczeństwa taka osoba bardzo by zyskała, szczególnie, że często zdarza się, iż z powodu zastrzeżonych praw autorskich dostęp do jakiś niezbędnych materiałów jest dla wielu z nas po prostu niemożliwy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *