Archiwa kategorii: Konferencje

Startup Weekendom potrzeba trochę prawa

Foto: sxc.hu | Autor: duchesssa

Właśnie po raz drugi odbywa się w Warszawie Startup Weekend, podczas którego przedsiębiorczy ludzie mają szansę przebić się ze swoim pomysłem na startup (w którym mam okazję brać udział jako partner merytoryczny). To nie pierwsze przedsięwzięcie tego typu. Podobne eventy organizowane są coraz częściej w różnych miastach Polski. To doskonała okazja na nawiązanie przydatnych kontaktów oraz zaprezentowanie siebie i swojego pomysłu szerszej publiczności, w tym potencjalnym inwestorom, stąd chętnych do wzięcia w nich udziału nie brakuje.

Nieznajomość prawa szkodzi…

Niepokojąca jest tylko nieświadomość uczestników tych startupowych weekendów co do konsekwencji prawnych, które związane są z udziałem w takim wydarzeniu. I nie chodzi tu broń Boże o jakiekolwiek czarnowidztwo czy groźby, a o pewne fakty. Idea startup weekendów polega na tym, że grupka osób, niekoniecznie wcześniej sobie znanych, wspólnie pracuje nad pomysłem, na który wpadła jedna z nich. Póki ich praca zamyka się w ramach przyjaznej współpracy, na potrzeby tylko tego weekendowego spotkania, nie ma problemu. Sprawa komplikuje się dopiero w przypadku, gdy dany pomysł wygra czy zainteresuje jakiegoś inwestora, gdy pojawi się perspektywa pierwszych pieniędzy. Wtedy też okazuje się, że działanie ad hoc w przypadku startupów nie do końca się sprawdza.

Kto ma prawa autorskie do startupu?

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że zgodnie z obowiązującym prawem, idea jako taka nie jest chroniona jakimkolwiek prawem autorskim. Oznacza to, że pomysłodawca na startup nie ma żadnej prawem zapewnionej gwarancji na to, że nikt jego pomysłu nie wykorzysta. Co ciekawe, w lepszej sytuacji niż on znajdują się osoby, które „przyjął” do swojego zespołu. Grafik, który opracuje logo dla nowego startupu oraz cały jego layout posiadał będzie do nich osobiste i majątkowe prawa autorskie. Tak samo wyglądała będzie sytuacja programisty, który rozpisze dla startupu wszystkie jego funkcjonalności. I nie będzie miało tu żadnego znaczenia, że działania tych ostatnich były w ogóle możliwe dzięki pomysłowi „założyciela” starupu, niestety – najsłabiej chronionego.

Należy ustalić jasne zasady współpracy

Dlatego też, konieczne byłoby wprowadzenie regulaminu przeprowadzania startup weekendów. W regulaminie powinny znaleźć się m.in. zasady określające prawne aspekty tworzenia i działania utworzonych zespołów, w tym w szczególności te odnoszące się do określenia zorganizowanej formy w jakiej będzie rozwijany dalej startup czy do praw autorskich, które przysługują poszczególnym członkom zespołu do całego startupu lub do konkretnych jego części. Aby takie ustalenia były ważne niezbędne byłoby oczywiście spełnienie wszystkich wymogów przewidzianych przez prawo, takich choćby jak forma pisemna oświadczeń o przeniesieniu praw autorskich.

Pewną trudnością w tym przypadku byłby pewnie fakt, że spotkanie członków określonego zespołu na startup weekendzie byłoby dopiero bardzo wstępną fazą pracy nad startupem i tak naprawdę nie wiadomo byłoby w jakim kierunku ta praca pójdzie, jaki będzie jej końcowy efekt. Niemniej jednak, choćby takie podstawowe określenie kto jest właścicielem, której części danego startupu czy to jaką formę prawną wybierzemy do prowadzenia naszej działalności, pozwoliłoby uniknąć wzajemnych roszczeń w przyszłości. Roszczeń o to co się komu należy i kto może rozporządzać całym pomysłem, jako startupem.

Komu nagrody?

Dodatkową problematyczną kwestią jest możliwość przyznawania nagród przez organizatorów, bądź sponsorów eventu, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo kto powinien je otrzymać albo jak powinno się je podzielić pomiędzy poszczególnych członków określonego zespołu, skoro zwycięzcą nie jest każdy z nich z osobna, a startup jako projekt. Można by w tym przypadku spróbować zadedykować nagrody na rzecz określonych osób, ale wówczas zatracilibyśmy samą ideę startup weekendów, wyróżniając nie pomysł i zespół, ale poszczególnych jego członków. Dlatego też, odpowiednie zasady mogłyby być wpisane w regulamin danego startup weekendu.

Więc choć sama jestem przeciwniczką regulowania wszystkiego i zawsze, tym razem w przypadku startup weekendów okazuje się, że są jednak takie sytuacje, gdzie odrobina prawa nie zaszkodziłby, a wręcz pomogła…

Prawne aspekty e-learningu – seminarium CPI

Foto: sxc.hu | Autor: nkzs
W poniedziałek w Warszawie odbyło się drugie już z rzędu seminarium z cyklu „Informatyka w dydaktyce” organizowane przez Centrum Promocji Informatyki. Tym razem poświęcone zostało ono zagadnieniom uwarunkowań prawnych i technologicznych e-learningu i web-seminariów. Muszę się pochwalić, że sama miałam pewien udział w szkoleniu, występując na nim z dwoma prezentacjami.

E-learning jako usługa świadczona drogą elektroniczną

W pierwszej z nich starałam się wskazać na szczególne obowiązki przedsiębiorców świadczących usługi e-learningu, pokazując, że jest to usługa świadczona drogą elektroniczną. Przypomnę tylko, że szczególne zasady świadczenia usług drogą elektroniczną dotyczą m. in. takich dziedzin jak reklama czy obowiązek sporządzenia regulaminu dla tego typu działalności.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma najmniejszych wątpliwości kwalifikując usługi nauczania on-line, jako te świadczone z wykorzystaniem urządzeń elektronicznych i Internetu. W praktyce jednak sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. O ile w przypadku typowego kursu czy szkolenia prowadzonego w sieci nie ma problemu ze stosowaniem właściwej dla tego rodzaju usług ustawy, o tyle pojawia się on już w przypadku szkoleń synchronicznych czy prowadzonych jednocześnie z wykorzystaniem Internetu (jedna ich część) i w „tradycyjny” sposób (druga ich część). Powstaje bowiem pytanie czy w takiej sytuacji przedsiębiorca korzystający z tego modelu szkoleń obowiązany jest wypełniać specjalne, dodatkowe obowiązki w związku z prowadzoną przez siebie działalnością w pełnym zakresie? Czy może powinien za każdym razem dokonywać jednoznacznego rozgraniczenia pomiędzy usługami świadczonymi w „typowy” sposób, a tymi świadczonymi drogą elektroniczną i do każdej z tych grup stosować odrębny reżim?

Czy SPAM jest zły…?

Drugą kwestią poruszoną przeze mnie w prezentacji, a która od zawsze budzi emocje jest oczywiście temat spam’u, czyli niezamówionej informacji handlowej. Osobiście jestem skłonna zgodzić się z tym, że póki nie wiąże mnie żadna relacja z określonym przedsiębiorcą, póty musi on uzyskać moją zgodę na przesłanie mi reklamy czy zapytania ofertowego. Ale takie stanowisko bardziej podyktowane jest względami mojej własnej wygody i niechęci do „zapchanej” tego typu wiadomościami skrzynki mailowej, niż zasad racjonalnej przedsiębiorczości i k
onkurencji. Bo niby czemu przedsiębiorca pragnąc powiększyć grono swoich klientów nie może sięgać po wszystkie dostępne w ówczesnych czasach środki reklamy, w tym także Internet? Tym bardziej, że usługodawcy poczty elektronicznej zazwyczaj zapewniają ochronę przed spam’em w ramach świadczonej przez siebie usługi i w rezultacie nie jest to już tak uciążliwe, jakby się mogło początkowo wydawać.

Natomiast za zupełnie chybione uważam takie rozwiązanie, które zakazuje stosowania tzw. zgód blankietowych na otrzymywanie informacji handlowych. Dzieje się tak na przykład w przypadku portali społecznościowych, w których jednym z obowiązkowych punktów ich regulaminu jest wyrażenie zgody na otrzymywanie takich właśnie informacji w zamian za możliwość uczestnictwa w danym portalu. W takiej jednak sytuacji odpowiedź na powyższy problem nasuwa się jednak sama. Prowadzenie portalu, jak każdy inny rodzaj działalności gospodarczej, rządzić się powinno w zakresie wewnętrznej polityki finansowej czy organizacyjnej swoimi własnymi prawami, ustalanymi przez przedsiębiorcę, w tym również w zakresie marketingu. Uczestnictwo w portalu jest dobrowolne i nikt nie ma obowiązku korzystania z niego. Jeśli więc dana osoba nie zgadza się z zasadami uczestnictwa w portalu i nie życzy sobie otrzymywać reklam towarów lub usług nadawanych przez portal, najzwyczajniej w świecie po prostu do takiego portalu nie powinna się logować.

Usługodawca jest administratorem danych

W kolejnym swoim referacie skoncentrowałam się już na jednym, konkretnym problemie, a mianowicie szczególnym reżimie ochrony danych osobowych usługobiorców korzystających z usług świadczonych drogą elektroniczną. Zagadnienie to również jest bardzo ciekawe i powoduje liczne kontrowersje wśród praktyków. Na przykład dochodzi czasem do sytuacji, w której nauczyciel posługując się programem do prowadzenia zajęć on-line, w ramach jego funkcjonalności, otrzymuje różne informacje o uczniu, z których ani nie korzysta, ani które nie są mu potrzebne. Jednak przez sam fakt ich gromadzenia przez program i udostępniania nauczycielowi dochodzi do ich przetworzenia, za które odpowiedzialny jest usługodawca, jako administrator danych osobowych. Natomiast to, że informacje te nie są niezbędne dla realizacji usługi świadczonej drogą elektroniczną, a tylko z jakiś bliżej nieokreślonych powodów generowane są przez system obsługujący usługę sprawia, że już samo ich gromadzenie na serwerze jest niezgodne z prawem. A za niedozwolone przetwarzanie danych osobowych usługodawca jak najbardziej może być już pociągnięty do odpowiedzialności.

Jak widać zagadnienie e-learningu w kontekście obowiązujących przepisów prawa jest naprawdę interesujące i rodzi liczne dywagacje. Po raz kolejny okazuje się też, że postanowienia ustaw bardzo często „odstają” od rzeczywistości i tak naprawdę w bardzo niewielkim zakresie odpowiadają na faktyczne potrzeby stron danego stosunku prawnego.

____

O e-learningu można poczytać też na w całości poświęconym tej tematyce blogach „E-learning według Bartka” lub „E-learning w pigułce czyli wszystko o e-learningu”.