Archiwa kategorii: Prawo cywilne

Zapis windykacyjny, czyli nowe zasady w prawie spadkowym

Foto: sxc.hu | Autor: tanmanprds

Całkiem niedawno w prawie spadkowym pojawiło się nowe narzędzie – zapis windykacyjny, dzięki któremu przybliżyliśmy się do dziedziczenia, które znamy z amerykańskich filmów. To właśnie na podstawie zapisu windykacyjnego, spadkodawca może wskazać w testamencie dokładnie który przedmiot swojego majątku komu zapisuje.

Kiedyś tylko udział

Do tej pory, spadkodawca wskazując w testamencie swoich spadkobierców określał udział w jakim dziedziczą oni jego majątek. Sam zaś jego podział i ustalanie co komu przypada odbywało się na drodze sądowej (bądź od jakiegoś czasu – jeżeli było to możliwe – przed notariuszem).

Dziś konkretne już przedmioty

Wprowadzenie do prawa spadkowego zapisu windykacyjnego zmieniło tą sytuację, dając spadkodawcy możliwość rozporządzenia swoim majątkiem wedle własnego uznania (jednak tylko teoretycznie – czytaj poniżej). I tak, aktualnie spadkodawca może zapisać swojej żonie prowadzone przez siebie przedsiębiorstwo, córce samochód, a sąsiadowi kolekcję monet. Warunkiem do skorzystania z zapisu windykacyjnego jest jednak to, aby testament został sporządzony w formie aktu notarialnego, co ma na celu uniknięcie ewentualnych niejasności co do rodzaju i ilości zapisanych składników majątku.

Co więcej, spadkobiercy już w momencie otwarcia spadku (a więc w chwili śmierci spadkodawcy) nabywają własność zapisanych im rzeczy. Nie jest w tym przypadku potrzebne podejmowanie jakichkolwiek dodatkowych czynności (np. przeprowadzenie postępowania spadkowego) celem potwierdzenia ich statusu jako właścicieli tychże rzeczy. Niewątpliwie taka regulacja bardzo ułatwia wiele kwestii. Między innymi zbywanie otrzymanych przez zapisobiercę windykacyjnego tą drogą przedmiotów czy zarządzanie przez niego pozostawionym mu przez spadkodawcę przedsiębiorstwem.

Odpowiedzialność za długi spadkowe

Bez zmiany pozostają natomiast ogólne zasady odpowiedzialności spadkobierców za długi spadkowe. Mianowicie, do momentu działu spadku zapisobierca windykacyjny odpowiada wraz z pozostałymi spadkobiercami za długi spadkodawcy solidarnie (tzn. wierzyciel masy spadkowej może wedle własnego uznania zwrócić się do wszystkich, kilku lub tylko jednego ze spadkobierców o zaspokojenie jego wierzytelności). Natomiast po tej chwili, tj. po dziale spadku, jego odpowiedzialność zmienia charakter na osobisty (indywidualny). Ograniczona jest jednak ona do wartości zapisanej rzeczy (oznacza to, iż wierzyciel może zaspokoić swoją wierzytelność tylko do wysokości wartości rzeczy objętej przez zapisobiercę windykacyjnego w drodze dziedziczenia, niezależnie od tego jaka faktyczna jest wartość tejże wierzytelności).

Prawo do zachowku

Co do zachowku zastosowano także analogiczną zasadę, jak dotychczas. Mianowicie, jeżeli zdarzyłoby się, że całość czy większość majątku spadkodawcy zostałaby zapisana osobie spoza najbliższych mu osób (zaliczających się do krewnych uprawnionych do dziedziczenia z mocy ustawy, a więc np. małżonka, dzieci czy rodziców), mogą oni zwrócić się do zapisobiercy o należny im zachowek.

Zapis prawie (!) idealny

Zapis windykacyjny otwiera więc pewne możliwości, jednak nie prowadzi do sytuacji w moim odczuciu idealnej. Osobiście uważam, że spadkodawca powinien w każdym przypadku mieć swobodę decydowania o tym komu zostawi po śmierci swój majątek. Dlaczego bowiem ustawodawca ma określać krąg osób uprawnionych do dziedziczenia, mimo iż z testamentu, stanowiącego ostatnią wolę zmarłego, wynika co innego? Skoro za życia każdy właściciel rzeczy ma prawo do nieograniczonego i swobodnego nią dysponowania, czemu sytuacja ta zmienia się w chwili jego śmierci?

Tak naprawdę więc, wprowadzone zmiany stanowią duże ułatwienie w przypadku, gdy spadkobiercami testamentowymi (zapisobiercami windykacyjnymi) są osoby, które po spadkodawcy dziedziczyłyby i tak z mocy ustawy (wspomniany już, z góry określony „przydział” co się komu należy). Nie stanowią one jednak żadnego novum, jeśli chodzi o uprawnienie spadkodawcy do rozporządzenia swoim majątkiem na wypadek śmierci w pełni wedle swojego wyłącznego uznania, co dopiero uczyniłoby lekko „skostniałe” prawo  spadkowe (wybaczcie niefortunną dość przenośnię) nowoczesnym i elastycznym.

Morał z tego taki, że na sceny z odczytywania ostatniej woli zmarłego, podczas którego lokaj dowiaduje się, że odziedziczył miliony swojego zmarłego Pana, rodem z amerykańskich filmów, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać…

Oferta czy zaproszenie do składania ofert?

Foto: sxc.hu | Autor: mapelc

Od jakiegoś czasu niezmiernie nurtuje mnie czy zamieszczone w serwisie sklepu internetowego informacje o towarze, jego cenie, czasie dostawy itd., to oferta sprzedaży tego towaru, czy jedynie zaproszenie dla klientów sklepu do składania ofert jego kupna?

Na dwoje babka wróżyła…

Zdania w tej sprawie są podzielone. Niemniej jednak duża część osób twierdzi, że o tym jakie prawne znaczenie mają informacje, o których mowa powyżej, decyduje stosowny zapis w regulaminie sklepu internetowego. Jeśli e-sprzedawca wyraźnie zaznaczy w nim, że podanie opisu towaru, zamieszczenie jego zdjęcia i wskazanie ceny nabycia to tylko zaproszenie do składania ofert, a dodatkowo określi, że do zawarcia umowy pomiędzy nim a klientem dochodzi w momencie potwierdzenia przez
e-sprzedawcę złożonego zamówienia – to nie będzie to błędem. Jeśli wolą e-przedsiębiorcy będzie natomiast, aby umowa dochodziła do skutku już z chwilą złożenia zamówienia przez klienta, w odpowiedzi na złożoną wcześniej przez sprzedawcę ofertę sprzedaży, wystarczy w regulaminie sklepu internetowego zawrzeć odpowiedni zapis.

A co na to art. 543 Kodeksu cywilnego?

Dla mnie sprawa nie jest jednak taka oczywista. Zgodnie z art. 543 Kodeksu cywilnego „wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży”. Jest to przepis, który nie przewiduje żadnych wyłączeń czy wyjątków od wyrażonej w nim reguły. Nie ma więc możliwości – w przypadku spełnienia wszystkich powyższych przesłanek, aby na mocy dajmy na to samodzielnej decyzji sprzedawcy, uznać towar znajdujący się w sklepie za niezaoferowany do bezpośredniej sprzedaży, a jedynie stanowiący przedmiot zapytania ofertowego (w takiej sytuacji to klient oferowałby sprzedawcy cenę nabycia towaru – niższą lub wyższą od podanej , a sprzedawca w odpowiedzi na ofertę ewentualnie decydowałby się bądź nie na sprzedaż takiego produktu).

Sklep internetowy to (nie)sklep?

Dlaczego więc w przypadku sklepu internetowego miałoby być inaczej? Ideą robienia zakupów w każdym sklepie jest to, że produkty znajdujące się na półkach, za które klient wie ile zapłaci, są do kupienia „od ręki”. Sprzedawca składa ofertę sprzedaży danego towaru na określonych warunkach cenowych, a klient z tej oferty korzysta, dokonując jego zakupu. Ta sama zasada obowiązuje w sklepie internetowym. E-sprzedawca na witrynie internetowej sklepu, stanowiącej miejsce sprzedaży, „wystawia” sprzedawane produkty (zamieszcza ich szczegółowy opis, dołącza zdjęcia i określa cenę ich nabycia) na widok publiczny (każdy użytkownik Internetu ma możliwość „trafienia” na taką stronę e-sklepu), a tym samym oferuje ich sprzedaż potencjalnemu klientowi.

Stare dzieje

Trzeba mieć na uwadze to, że przywołany przez mnie przepis został wprowadzony w życie już w pierwotnej wersji Kodeksu cywilnego, a więc w roku 1964, kiedy sam Internet był zjawiskiem nadprzyrodzonym, nie mówiąc już o sprzedaży internetowej! Nie ma jednak wątpliwości, że dotyczył on sprzedaży prowadzonej w sklepach, więc teraz – gdy różne są formy jej wykonywania (tradycyjna i elektroniczna) należy go stosować odpowiednio do każdej z nich, bo taki jest najzwyczajniej w świecie charakter robienia zakupów w sklepie.

Zapytanie ofertowe jest wygodniejsze

Oczywiście rozwiązanie polegające na tym, że przedstawienie w sklepie internetowym jego asortymentu nie jest ofertą sprzedaży, a jedynie zaproszeniem do składania ofert, jest korzystniejsze dla e-przedsiębiorcy, ponieważ w takim przypadku ma on jeszcze możliwość modyfikowania pewnych danych dotyczących towaru w momencie potwierdzania złożonego uprzednio przez klienta zamówienia. Przykładem może być tutaj nie tak dawna sprawa Empiku, kiedy to na skutek błędu systemu obsługującego sklep internetowy towar wystawiony został na sprzedaż za symboliczną cenę. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę na to, że w takiej sytuacji (nawet gdyby przyjąć, iż oferta sklepu internetowego jest ofertą sprzedaży) e-przedsiębiorca ma możliwość uchylenia się od skutków prawnych tak zawartej umowy, jako że działał pod wpływem błędu (gdyby wiedział jaka jest aktualna cena produktu wygenerowana przez niesprawny system, takiej umowy – na takich warunkach – na pewno by nie zawarł).

Przedstawiony przeze mnie problem, jak wiele tematów w prawie, na razie nie doczekał się jedynego, poprawnego rozwiązania i pewnie w zależności od tego komu jakie rozwiązanie będzie bardziej sprzyjało, takie będzie jego stanowisko w tej sprawie. Ja póki co, zostanę przy swoim rozwiązaniu…