Archiwa tagu: konsument

Opłaty za przejazd autostradą A1

traffic-143391_640Koniec wakacji już bliżej niż dalej, tym samym temat „wielkich powrotów”, niedogodności z tym związanych oraz wygórowanych opłat za przejazd autostradami jest jak najbardziej aktualny. Ostatnio modny stał się temat przejazdów płatnym odcinkiem autostrady A1 i gigantycznych korków, jakie tworzą się przy bramkach. Jedna z użytkowniczek tej autostrady, Marta Trzęsimiech – Kocur (adwokat z Katowic), po odstaniu 12 lipca br. godziny przy punkcie poboru opłat wezwała zarządcę A1, tj. Gdańsk Transport Company S.A. (dalej „GTC”), do zwrotu zapłaconej przez nią opłaty za przejazd tą autostradą w kwocie 29,90 zł, jako nienależnych, w związku z niewłaściwym wykonaniem umowy. Wzywająca zarzuciła GTC niedopełnienie ciążących na nim obowiązków, skutkiem czego było drastyczne wydłużenie czasu przejazdu przez A1. GTC odmówiło zwrotu żądanej kwoty, a sprawa trafiła do sądu.

Kto ma rację – użytkownik autostrady czy jej zarządca?

Opisane zdarzenie sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się kto w sporach tego rodzaju ma rację. Konsument – domagający się zwrotu opłat za przejazd autostradą z racji nienależycie wykonanej usługi, czy przedsiębiorca, który zgodnie z jego zapewnieniami dołożył należytej staranności, aby zapobiec korkom?

Na samym początku należałoby się zastanowić co obejmuje opłata za przejazd autostradą – samą podróż co najmniej dwupasmową drogą, wolną od świateł i wybojów, czy także gwarancję przejechania oznaczonego odcinka trasy w określonym czasie? W zależności od odpowiedzi na to pytanie różne będą rozwiązania.

Czy zarządca autostrady powinien gwarantować maksymalny czas przejazdu autostradą?

O ile konieczność utrzymania drogi w określonym standardzie jest warunkiem niezbędnym do przyznania jej statusu autostrady, o tyle warunek pokonania trasy w ustalonym czasie może budzić poważne wątpliwości. Przede wszystkim należałoby się zastanowić czy GTC stawiając bramki, zrobiło co do niego należało, aby korków uniknąć. Patrząc na to do czego aktualne przepisy prawa zobowiązują zarządcę autostrady w związku z jej organizowaniem i utrzymywaniem, okazuje się, że rozwiązanie przyjęte przez GTC mieściło się w normie i odpowiadało przyjętym standardom. Skoro jedynym możliwym systemem poboru opłat za przejazd autostradą są bramki, a brak jest jakichkolwiek postanowień (przynajmniej takich, które byłyby podane do publicznej wiadomości) dotyczących minimalnej liczby bramek na poszczególnych zjazdach, okazuje się, że GTC zrobiło wszystko to co musiało. Na podstawie stosownych wyliczeń, na podstawie średnich z różnych okresów użytkowania autostrady, wyliczyło jej przepustowość i postawiło taką, a nie inną liczbę bramek. To, że poszło po tzw. „najmniejszej linii oporu” to już inne sprawa, ale przecież właściwie więcej robić nie musiało.

Opłaty za przejazd autostradą solą w oku kierowców.

Po drugiej stronie całego tego zamieszania stoi konsument, który teoretycznie z usługi przejazdu autostradą może, ale nie musi skorzystać. Teoretycznie, bo często alternatywy nie ma (jak np. dzieje się na odcinku Katowice – Wrocław, gdzie poza A4 praktycznie nie ma innej opcji przemieszczania się pomiędzy tymi miastami). Gdy jednak zdecyduje się na podróż autostradą, jak przy wyborze każdej innej usługi, powinien liczyć się z tym, że jakość usługi może go rozczarować. Nie oznaczać to będzie jednak w dalszym ciągu, że umowa została wykonana w sposób nienależyty, a jedynie, że usługa nie spotkała się z jego oczekiwaniami.

Odpowiedzialnych za korki na A1 trzeba szukać zupełnie gdzie indziej.

I tak moim zdaniem będzie w tym przypadku. Można nawet powiedzieć, że konsument z góry będzie skazany na usługę słabej jakości, przy czym zarzuty i pretensje powinny być kierowane do polskiego ustawodawcy, który dał prawo do takiego właśnie zarządzania autostradami. Sam zarządca autostrady A1 nie ma przecież obowiązku dokładać z własnej kieszeni, aby polepszyć komfort podróżnych (zwłaszcza jeśli chodzi o czas przejazdu), np. poprzez dołożenie większej liczby bramek, skoro po pierwsze wypełnia swoje obowiązki – w minimalnym, bo minimalnym, ale jednak – zakresie, po drugie zaś konkurencja jest żadna i nie ma najmniejszej potrzeby zabiegać o Klienta konkurując jakością świadczonych usług. Czy jest to moralne, chwalebne czy etyczne, to już inna sprawa, ale zgodnie z przepisami prawa, na tę chwilę wszystko jest w jak najlepszym porządku i zarządca autostrady A1 wykonuje swoje zobowiązania względem użytkowników A1 tak jak należy.

Postscriptum…

Wcześniej, bo we wrześniu 2007 roku, miał już miejsce przypadek odmowy uiszczenia opłaty za przejazd autostradą, który zakończył się w sądzie. Tym razem chodziło o A4, a kierowcą był katowicki adwokat – Mariusz Fras, który po przejechaniu tą autostradą odmówił uiszczenia opłaty, a to dlatego, że była ona wtedy w remoncie i według niego nie spełniała standardów autostrady.

Jednak w powyższej sprawie chodziło o coś zgoła innego niż w przypadku sprawy p. Marty Trzęsimiech – Kocur. Tutaj bowiem to zarządca autostrady A4 (Stalexport Autostrada Małoplska S.A.) złożył przeciwko Mariuszowi Frasowi pozew o wyłudzenie, nota bene sprawę przegrywając. Pozwany został uniewinniony, a krakowski sąd w wyroku orzekł, że każdy konsument ma prawo do wyrażania niezadowolenia z usługi, z której skorzystał, a zachowanie przedstawicieli zarządcy autostrady A4 polegające na przetrzymywaniu odmawiającego zapłaty Mariusza Frasa przez godzinę na terenie autostrady, uniemożliwiając mu jej opuszczenie, było ewidentnym dowodem na odmówienie mu tego prawa. Nie była to jednak sprawa, w której zarządca A1 wzywał Mariusza Frasa do uiszczenia opłaty za przejazd autostradą, a sąd przychylając się do stanowiska tego ostatniego, zwalniał go z tego obowiązku. Takie rozstrzygnięcie byłoby jednoznacznym przyznaniem przez sąd, że remont autostrady zwalnia z obowiązku zapłaty za

Tym czasem krakowski sąd jedynie potwierdził, iż uprawnienie usługobiorcy do składania reklamacji czy zgłaszania swoich uwag co do jakości świadczonej usługi nie powinno być w jakikolwiek sposób kwestionowane. O tym czy zarządcy autostrady należy się wynagrodzenie, w przypadku gdy autostrada jest zakorkowana bądź w remoncie, wypowie się dopiero sąd sąd w sprawie, które stała się przyczynkiem do napisania przez mnie niniejszego wpisu.

 

ODR – czym to się je?!

Foto: sxc.hu | Autor: jayofboy
Foto: sxc.hu | Autor: jayofboy

Z racji tego, że korzystanie z Internetu, jako narzędzia sprzedaży, dalej cieszy się dużym uznaniem, a nawet rzec by można, że jest w fazie „ciągłego rozkwitu”, ustawodawcy, parlamentarzyści oraz inne publiczne persony, dwoją się i troją, aby tak podana forma prowadzenia działalności była jak najbardziej „zjadliwa”. Teoretycznie – zjadliwa dla obu stron, w praktyce podejmowane inicjatywy mają charakter wyraźnie pro konsumencki.

Co to takiego ten ODR?
ODR (On-line Dispute Resolution) to narzędzie pozasądowego rozwiązywania sporów w sposób zdalny (czyli on-line). System ten ma za zadanie po pierwsze umożliwić zarówno e-przedsiębiorcy, jak i konsumentowi dostęp do szeroko rozumianych informacji na temat alternatywnych sposobów rozstrzygania sporów (ADR), tj. w tym przypadku właśnie na temat ODR (czyli mówiąc wprost – system ma informować sam o sobie, czym jest i jak z niego korzystać), a po drugie (co ma już znacznie większe znaczenie), ma umożliwić konsumentowi i e-sprzedawcy wniesienie skargi na działanie drugiej strony za jego pośrednictwem.

Zalety ODR
ODR ma być dostępny we wszystkich językach urzędowych, aby bariera językowa nie zniechęcała do sięgania po niego.
Do ODR będzie można kierować spory dotyczące dowolnego rodzaju zakupionych towarów, niezależnie od tego jak i gdzie zostały zakupione (a więc także tych kupionych w e-sklepie, niezależnie od „miejsca” jego prowadzenia, pod warunkiem oczywiście, że będzie się ono znajdować na terenie Unii Europejskiej).
Zaletą rozwiązywania sporów na drodze mediacji prowadzonej on-line jest stosunkowo krótki termin uzyskania rozstrzygnięcia, który wynosić ma nie więcej niż 90 dni (aktualnie średni czas trwania postępowania w UE to 500 dni), a także nieodpłatność korzystania z ODR. Ewentualnie zaznacza się, że jeżeli zostanie wprowadzona opłata za prowadzenie spraw w takiej formie, będzie ona symboliczna (obecnie podaje się maksymalną kwotę rzędu 50 EUR).

Od kiedy wejdzie w życie?
Dyrektywa i rozporządzenie na temat ADR (w tym ODR) wejdą w życie w maju tego roku. Od tego momentu Państwa Członkowskie UE będą miały 24 miesiące na wdrożenie dyrektywy do swojego porządku prawnego (rozporządzenie ze względu na swój status nie będzie wymagało implementacji do rodzimych przepisów i będzie obowiązywało Państwa Członkowskie z chwilą jego uchwalenia).
Tym samym – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – w drugiej połowie 2015 roku powinna istnieć już w pełni działająca platforma do internetowego rozstrzygania sporów konsumenckich, a także w każdym Państwie Członkowskim UE powinny działać wysoko wyspecjalizowane podmioty pozasądowe ADR. Jak taki system zadziała w praktyce? Czas pokaże…