Archiwa tagu: prawo gospodarcze

Akademia Empathy o skutecznym rozwoju sklepów internetowych

Foto: sxc.hu | Autor: ahylton

30 maja miałam okazję i przyjemność wziąć udział w seminarium organizowanym przez Akademię Empathy. Całe wydarzenie poświęcone zostało sklepom internetowym, a przede wszystkim sposobom na ich efektywny i szybki rozwój.

Pułapki regulaminów sklepów internetowych

Na temat swojej prezentacji wybrałam zagadnienie dotyczące tworzenia regulaminów sklepów internetowych, a dokładnie pułapek jakie mogą być z nimi związane. Tymi pułapkami są niedozwolone klauzule umowne zamieszczane przez przedsiębiorców prowadzących sklepy internetowe właśnie w ich regulaminach.

Kodeks Cywilny o tym czego w umowę wpisać nie wolno!

Niedozwolone klauzule umowne to postanowienia umów nie ustalone indywidualnie z danym konsumentem, które są sprzeczne z dobrymi obyczajami, a dodatkowo w sposób rażący naruszają jego interesy. Takie klauzule nie są wiążące dla klienta, a więc go nie obowiązują. Oczywiście, aby nie wchodzić w zakres absurdu przy tak szerokiej definicji niedozwolonych postanowień umownych, spod ich zakresu wyłączono informację o cenie za dany towar.

Kodeks Cywilny oprócz wprowadzenia ogólnej definicji niedozwolonych klauzul umownych podaje także 23 ogólne ich kategorie, które stanowią regułę interpretacyjną dla wskazanej powyżej definicji i mają za zadanie ułatwiać klasyfikację poszczególnych postanowień umowy, jako dozwolonych bądź nie.

Rejestr klauzul niedozwolonych UOKiK

Oprócz niedozwolonych klauzul umownych określanych przez Kodeks Cywilny, dodatkowo na stronach serwisu internetowego UOKiK możemy znaleźć ich szczegółowy rejestr. Obecnie zarejestrowanych niedozwolonych klauzul umownych jest ponad 2.300. Najczęściej pojawiają się one w takich dziedzinach jak turystyka, nieruchomości, usługi ubezpieczeniowe, usługi internetowe, sprzedaż konsumencka oraz handel elektroniczny. Poszczególne – już sprecyzowane, niedozwolone klauzule umowne wpisywane są do rejestru po uprawomocnieniu się wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

A jaka kara…?

Takie sprawy wszczynane przed SOKiK nazywane są postępowaniami o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów i w przypadku ich przegrania przez przedsiębiorcę posługującego się niedozwolonymi klauzulami umownymi, powodują nałożenie na niego kar pieniężnych w wysokości nawet do 10% przychodu uzyskanego w poprzednim roku rozliczeniowym niż rok, w  którym została nałożona kara, albo do równowartości 10.000 euro za każdy dzień zwłoki w wykonaniu decyzji Prezesa UOKiK wzywającej do zaprzestania naruszeń (tj. stosowania niewłaściwych zapisów umownych).

Polityka pro-konsumencka stowarzyszeń i organizacji

Na koniec nie można nie wspomnieć o działających w celach pro-konsumenckich organizacjach i stowarzyszeniach, które w ramach swojej działalności statutowej zajmują się wyłapywaniem błędów m.in. w regulaminach sklepów internetowych. Najczęściej konsekwencją tych działań jest wystąpienie przez dane stowarzyszenie na drogę sądową w sprawie o stosowanie przez danego przedsiębiorce niedozwolonych klauzul umownych. Jeśli w wyniku takiego postępowania antymonopolowego właściciel sklepu internetowego okaże się stroną przegraną, obowiązany będzie on do zapłaty 600 zł tytułem kosztów sądowych, 360 zł kosztem zastępstwa procesowego (jeśli stowarzyszenie działało w postępowaniu przy pomocy radcy prawnego lub adwokata), a wreszcie 1.000 – 1.500 zł z tytułu opublikowania wyroku w MSiG.

Zanim się przedawni minie rok…

Co ciekawe, przedsiębiorca który nawet zaprzestał stosowania niedozwolonych klauzul umownych, może być pociągnięty do odpowiedzialności z tytułu ich stosowania nawet do roku czasu od momentu zaniechania ich stosowania, tj. usunięcia z regulaminu.

Prawo konkurencji skonstruowane jest tak, aby chronić podmiot słabszy. W stosunkach gospodarczych pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem, słabszą pozycję ma ten ostatni. Jaki płynie stąd wniosek? Jeśli przedsiębiorca zajmujący się handlem elektronicznym chce uniknąć ewentualnych postępowań antymonopolowych musi przy tworzeniu regulaminu wykazać się wyjątkową czujnością, wiedzą w tym zakresie oraz znajomością przepisów prawa określających zawartość merytoryczną regulaminu.

Pamiętać bowiem trzeba o tym, że nieznajomość prawa szkodzi… a takich, którzy z przyjemnością wykorzystają tą maksymę jest naprawdę sporo.

Faktura pro forma nie jest dokumentem księgowym

czy faktura pro-forma jest dokumentem księgowym
Foto: sxc.hu | Autro: nyuszika

Każdy przedsiębiorca stanął przed takim problemem nie raz i nie dwa. Faktury wystawione, kontrahenci nie płacą, a czas rozliczyć się z podatku VAT. Brak płatności ze strony dłużnika i konieczność zapłacenia często niemałych sum tytułem podatku VAT powodują, że przedsiębiorcy zaczynają szukać alternatywnych sposobów wzywania swoich kontrahentów do uregulowania ich należności. Czy jednak w ogóle jakieś opcjonalne rozwiązania wchodzą tu w grę? Czy faktura pro-forma jest dokumentem księgowym?

Faktura pro forma to nie to samo co Faktura VAT

Przedsiębiorcy bardzo często posiłkują się fakturą pro forma (która nie wymusza obowiązku zapłaty podatku VAT), jako dokumentem w ich mniemaniu mającym to samo znaczenie co tradycyjna faktura VAT. Według nich faktura VAT pro forma jest dokumentem księgowym na podstawie, którego mogą domagać się od swoich kontrahentów zapłaty należnych kwot. Nic bardziej mylnego.

Faktura pro forma nie jest dokumentem księgowym. To jedynie zapowiedź faktury VAT.

Po pierwsze formuła faktury VAT pro forma jest bardzo płynna, nigdzie nie uregulowana, po drugie zaś pełni ona jedynie funkcję informacyjną, nie zaś obligacyjną. Faktura pro forma to jedynie oferta zakupu towaru lub usługi za cenę w niej wskazaną, a nie dokument księgowy. W przypadku jej przyjęcia przez kontrahenta (zapłaty ceny zakupu towaru lub usługi określonej w fakturze) dochodzi pomiędzy nim a oferującym przedsiębiorcą do zawarcia swoistej umowy, w wyniku której przedsiębiorca obowiązany jest wydać towar lub wykonać usługę, oraz wystawić w rezultacie właściwa fakturę VAT. W przypadku natomiast braku odpowiedzi ze strony kontrahenta na przedłożoną mu fakturę pro forma tak naprawdę nic się nie dzieje. Przedsiębiorca nie musi zrealizować usługi czy też wydać zakupionego towaru, kontrahent zaś w żadnym wypadku nie ma obowiązku uiszczenia kwoty wskazanej na fakturze pro forma.

Płatność wyłącznie na podstawie faktury VAT

Dlatego też, niemożliwe jest wystawienie faktury VAT pro forma jako dokumentu księgowego potwierdzającego sprzedaż określonego towary bądź usługi i wzywającego tym samym kontrahenta do zapłaty należnej za nie ceny zakupu. Dokument ten nie ma bowiem takiej mocy. Z racji tego, że nie jest dokumentem księgowym a raczej dokumentem wykorzystywanym wyłącznie na potrzeby handlowe, nie może również być przedstawiany w sądzie jako wymagany przepisami prawa dokument potwierdzający próbę wezwania dłużnika do dobrowolnej zapłaty długu (w sytuacji, gdy obie strony postępowania są przedsiębiorcami).

Faktura VAT, faktura zaliczkowa…, a pro formy nie ma?!

Pamiętać należy przede wszystkim o tym, że sama ustawa o rachunkowości oraz ustawa o podatku od towarów i usług wymienia tylko fakturę VAT i fakturę VAT zaliczkową. Nigdzie nie ma mowy natomiast o fakturze pro forma.

Co więcej, zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami prawa fakturę VAT należy wystawić najpóźniej w terminie 7 dni od dnia wydania towaru lub wykonania usługi. Nie ma więc takiej możliwości, że po realizacji umowy – czy to przez sprzedaż towaru czy przez wykonanie usługi – przedsiębiorca nie chcąc płacić podatku VAT zanim nie dostanie należnej zapłaty od swojego klienta, wystawi fakturę pro forma, na podstawie której będzie się jej skutecznie domagał.

Jeżeli przedsiębiorca chce, aby jego żądanie zapłaty było czymś poparte i miało moc wezwania do zapłaty to bez dwóch zdań musi ono przybrać postać właśnie faktury VAT, określającej wysokość kwoty należnej do zapłaty oraz termin i sposób płatności.

Oczywiście, najlepszym oraz wręcz jedynym słusznym i sprawiedliwym modelem rozliczania się przez przedsiębiorcę z właściwym Urzędem Skarbowym z podatku VAT, byłby ten który zakładałby, iż VAT należy odprowadzić do Urzędu Skarbowego dopiero wówczas, kiedy sam przedsiębiorca otrzyma od swojego kontrahenta należność brutto z tytułu sprzedaży towaru czy wykonania usługi. Opcja dostępna jedynie dla małych przedsiębiorców jest czasami wybawieniem nie tylko dla firmowego, ale i dla domowego budżetu takiej mikro-firmy.