Archiwa tagu: sprzedaż

Oferta czy zaproszenie do składania ofert?

Foto: sxc.hu | Autor: mapelc

Od jakiegoś czasu niezmiernie nurtuje mnie czy zamieszczone w serwisie sklepu internetowego informacje o towarze, jego cenie, czasie dostawy itd., to oferta sprzedaży tego towaru, czy jedynie zaproszenie dla klientów sklepu do składania ofert jego kupna?

Na dwoje babka wróżyła…

Zdania w tej sprawie są podzielone. Niemniej jednak duża część osób twierdzi, że o tym jakie prawne znaczenie mają informacje, o których mowa powyżej, decyduje stosowny zapis w regulaminie sklepu internetowego. Jeśli e-sprzedawca wyraźnie zaznaczy w nim, że podanie opisu towaru, zamieszczenie jego zdjęcia i wskazanie ceny nabycia to tylko zaproszenie do składania ofert, a dodatkowo określi, że do zawarcia umowy pomiędzy nim a klientem dochodzi w momencie potwierdzenia przez
e-sprzedawcę złożonego zamówienia – to nie będzie to błędem. Jeśli wolą e-przedsiębiorcy będzie natomiast, aby umowa dochodziła do skutku już z chwilą złożenia zamówienia przez klienta, w odpowiedzi na złożoną wcześniej przez sprzedawcę ofertę sprzedaży, wystarczy w regulaminie sklepu internetowego zawrzeć odpowiedni zapis.

A co na to art. 543 Kodeksu cywilnego?

Dla mnie sprawa nie jest jednak taka oczywista. Zgodnie z art. 543 Kodeksu cywilnego „wystawienie rzeczy w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży”. Jest to przepis, który nie przewiduje żadnych wyłączeń czy wyjątków od wyrażonej w nim reguły. Nie ma więc możliwości – w przypadku spełnienia wszystkich powyższych przesłanek, aby na mocy dajmy na to samodzielnej decyzji sprzedawcy, uznać towar znajdujący się w sklepie za niezaoferowany do bezpośredniej sprzedaży, a jedynie stanowiący przedmiot zapytania ofertowego (w takiej sytuacji to klient oferowałby sprzedawcy cenę nabycia towaru – niższą lub wyższą od podanej , a sprzedawca w odpowiedzi na ofertę ewentualnie decydowałby się bądź nie na sprzedaż takiego produktu).

Sklep internetowy to (nie)sklep?

Dlaczego więc w przypadku sklepu internetowego miałoby być inaczej? Ideą robienia zakupów w każdym sklepie jest to, że produkty znajdujące się na półkach, za które klient wie ile zapłaci, są do kupienia „od ręki”. Sprzedawca składa ofertę sprzedaży danego towaru na określonych warunkach cenowych, a klient z tej oferty korzysta, dokonując jego zakupu. Ta sama zasada obowiązuje w sklepie internetowym. E-sprzedawca na witrynie internetowej sklepu, stanowiącej miejsce sprzedaży, „wystawia” sprzedawane produkty (zamieszcza ich szczegółowy opis, dołącza zdjęcia i określa cenę ich nabycia) na widok publiczny (każdy użytkownik Internetu ma możliwość „trafienia” na taką stronę e-sklepu), a tym samym oferuje ich sprzedaż potencjalnemu klientowi.

Stare dzieje

Trzeba mieć na uwadze to, że przywołany przez mnie przepis został wprowadzony w życie już w pierwotnej wersji Kodeksu cywilnego, a więc w roku 1964, kiedy sam Internet był zjawiskiem nadprzyrodzonym, nie mówiąc już o sprzedaży internetowej! Nie ma jednak wątpliwości, że dotyczył on sprzedaży prowadzonej w sklepach, więc teraz – gdy różne są formy jej wykonywania (tradycyjna i elektroniczna) należy go stosować odpowiednio do każdej z nich, bo taki jest najzwyczajniej w świecie charakter robienia zakupów w sklepie.

Zapytanie ofertowe jest wygodniejsze

Oczywiście rozwiązanie polegające na tym, że przedstawienie w sklepie internetowym jego asortymentu nie jest ofertą sprzedaży, a jedynie zaproszeniem do składania ofert, jest korzystniejsze dla e-przedsiębiorcy, ponieważ w takim przypadku ma on jeszcze możliwość modyfikowania pewnych danych dotyczących towaru w momencie potwierdzania złożonego uprzednio przez klienta zamówienia. Przykładem może być tutaj nie tak dawna sprawa Empiku, kiedy to na skutek błędu systemu obsługującego sklep internetowy towar wystawiony został na sprzedaż za symboliczną cenę. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę na to, że w takiej sytuacji (nawet gdyby przyjąć, iż oferta sklepu internetowego jest ofertą sprzedaży) e-przedsiębiorca ma możliwość uchylenia się od skutków prawnych tak zawartej umowy, jako że działał pod wpływem błędu (gdyby wiedział jaka jest aktualna cena produktu wygenerowana przez niesprawny system, takiej umowy – na takich warunkach – na pewno by nie zawarł).

Przedstawiony przeze mnie problem, jak wiele tematów w prawie, na razie nie doczekał się jedynego, poprawnego rozwiązania i pewnie w zależności od tego komu jakie rozwiązanie będzie bardziej sprzyjało, takie będzie jego stanowisko w tej sprawie. Ja póki co, zostanę przy swoim rozwiązaniu…

Akademia Empathy o skutecznym rozwoju sklepów internetowych

Foto: sxc.hu | Autor: ahylton

30 maja miałam okazję i przyjemność wziąć udział w seminarium organizowanym przez Akademię Empathy. Całe wydarzenie poświęcone zostało sklepom internetowym, a przede wszystkim sposobom na ich efektywny i szybki rozwój.

Pułapki regulaminów sklepów internetowych

Na temat swojej prezentacji wybrałam zagadnienie dotyczące tworzenia regulaminów sklepów internetowych, a dokładnie pułapek jakie mogą być z nimi związane. Tymi pułapkami są niedozwolone klauzule umowne zamieszczane przez przedsiębiorców prowadzących sklepy internetowe właśnie w ich regulaminach.

Kodeks Cywilny o tym czego w umowę wpisać nie wolno!

Niedozwolone klauzule umowne to postanowienia umów nie ustalone indywidualnie z danym konsumentem, które są sprzeczne z dobrymi obyczajami, a dodatkowo w sposób rażący naruszają jego interesy. Takie klauzule nie są wiążące dla klienta, a więc go nie obowiązują. Oczywiście, aby nie wchodzić w zakres absurdu przy tak szerokiej definicji niedozwolonych postanowień umownych, spod ich zakresu wyłączono informację o cenie za dany towar.

Kodeks Cywilny oprócz wprowadzenia ogólnej definicji niedozwolonych klauzul umownych podaje także 23 ogólne ich kategorie, które stanowią regułę interpretacyjną dla wskazanej powyżej definicji i mają za zadanie ułatwiać klasyfikację poszczególnych postanowień umowy, jako dozwolonych bądź nie.

Rejestr klauzul niedozwolonych UOKiK

Oprócz niedozwolonych klauzul umownych określanych przez Kodeks Cywilny, dodatkowo na stronach serwisu internetowego UOKiK możemy znaleźć ich szczegółowy rejestr. Obecnie zarejestrowanych niedozwolonych klauzul umownych jest ponad 2.300. Najczęściej pojawiają się one w takich dziedzinach jak turystyka, nieruchomości, usługi ubezpieczeniowe, usługi internetowe, sprzedaż konsumencka oraz handel elektroniczny. Poszczególne – już sprecyzowane, niedozwolone klauzule umowne wpisywane są do rejestru po uprawomocnieniu się wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

A jaka kara…?

Takie sprawy wszczynane przed SOKiK nazywane są postępowaniami o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów i w przypadku ich przegrania przez przedsiębiorcę posługującego się niedozwolonymi klauzulami umownymi, powodują nałożenie na niego kar pieniężnych w wysokości nawet do 10% przychodu uzyskanego w poprzednim roku rozliczeniowym niż rok, w  którym została nałożona kara, albo do równowartości 10.000 euro za każdy dzień zwłoki w wykonaniu decyzji Prezesa UOKiK wzywającej do zaprzestania naruszeń (tj. stosowania niewłaściwych zapisów umownych).

Polityka pro-konsumencka stowarzyszeń i organizacji

Na koniec nie można nie wspomnieć o działających w celach pro-konsumenckich organizacjach i stowarzyszeniach, które w ramach swojej działalności statutowej zajmują się wyłapywaniem błędów m.in. w regulaminach sklepów internetowych. Najczęściej konsekwencją tych działań jest wystąpienie przez dane stowarzyszenie na drogę sądową w sprawie o stosowanie przez danego przedsiębiorce niedozwolonych klauzul umownych. Jeśli w wyniku takiego postępowania antymonopolowego właściciel sklepu internetowego okaże się stroną przegraną, obowiązany będzie on do zapłaty 600 zł tytułem kosztów sądowych, 360 zł kosztem zastępstwa procesowego (jeśli stowarzyszenie działało w postępowaniu przy pomocy radcy prawnego lub adwokata), a wreszcie 1.000 – 1.500 zł z tytułu opublikowania wyroku w MSiG.

Zanim się przedawni minie rok…

Co ciekawe, przedsiębiorca który nawet zaprzestał stosowania niedozwolonych klauzul umownych, może być pociągnięty do odpowiedzialności z tytułu ich stosowania nawet do roku czasu od momentu zaniechania ich stosowania, tj. usunięcia z regulaminu.

Prawo konkurencji skonstruowane jest tak, aby chronić podmiot słabszy. W stosunkach gospodarczych pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem, słabszą pozycję ma ten ostatni. Jaki płynie stąd wniosek? Jeśli przedsiębiorca zajmujący się handlem elektronicznym chce uniknąć ewentualnych postępowań antymonopolowych musi przy tworzeniu regulaminu wykazać się wyjątkową czujnością, wiedzą w tym zakresie oraz znajomością przepisów prawa określających zawartość merytoryczną regulaminu.

Pamiętać bowiem trzeba o tym, że nieznajomość prawa szkodzi… a takich, którzy z przyjemnością wykorzystają tą maksymę jest naprawdę sporo.