Archiwa tagu: usługa

Jak odstąpić od umowy, której przedmiotem jest usługa świadczona drogą elektroniczną?

Prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość

1326722_monitorJuż jakiś czas temu pisałam o prawie odstąpienia konsumenta od umowy zawartej na odległość, czyli m.in. za pomocą Internetu, nie opisując jednak przypadku usługi świadczonej drogą elektroniczną.

Wykonuje się je poprzez złożenie na piśmie oświadczenia o odstąpieniu od umowy (nawet bez podania przyczyny), w terminie 10 dni od dnia wydania towaru. W przypadku jednak, gdyby prawo to nie zostało potwierdzone przez sprzedającego na piśmie najpóźniej z chwilą doręczenia kupującemu zamówionego przedmiotu, ulega ono przedłużeniu do 3 miesięcy. Jeśli międzyczasie sprzedawca zorientowałby się w swoim zaniedbaniu i wysłał informację na piśmie o przysługującym konsumentowi prawie odstąpienia, 10-dniowy termin na odstąpienie od umowy zacząłby się liczyć od momentu otrzymania przez konsumenta tego potwierdzenia.

Gdy kupimy usługę świadczoną drogą elektroniczną…

Sprawa ta jest oczywista jeśli chodzi o towary zamawiane przez Internet. Trochę bardziej kłopotliwa staje się kiedy zakupioną „rzeczą” jest usługa świadczona drogą elektroniczną. Mimo, że dalej mamy, jako konsumenci zagwarantowany 10-dniowy termin na odstąpienie od umowy, na podstawie której nabyliśmy daną usługę, to w przypadku jednak, gdy za naszą zgodą realizacja usługi rozpocznie się przed upływem tego terminu, możliwość skorzystania z prawa odstąpienia od umowy odpada z automatu.

No więc jak to w końcu jest? Zamawiam przez Internet usługę świadczoną drogą elektroniczną, ale przetestować jej nie mogę, bo tym samym przepadnie moje prawo do odstąpienia od zawartej umowy? A może przetestować usługę mogę, tylko jak potem udowodnię, że ją tylko „próbowałem”, a nie że ją już skonsumowałem, choćby w minimalnym stopniu? No bo w takim przypadku przedsiębiorca byłby najzwyczajniej w świecie stratny!

10-dni na odstąpienie, pod warunkiem, że nie zacznie świadczyć usługi drogą elektroniczną

W przypadku zawarcia umowy na odległość, której przedmiotem jest usługa świadczona drogą elektroniczną, 10-dniowy termin do odstąpienia od umowy liczy się od dnia jej zawarcia i przysługuje konsumentowi tak długo, jak długo usługa ta nie zacznie być świadczona.

Od razu trzeba zaznaczyć, że w zależności od tego z jaką usługą będziemy mieli do czynienia – z zamówioną przez Internet czy także za pomocą Internetu wykonywaną – to moment, w którym dana usługa zaczyna być świadczona będzie łatwiejszy do uchwycenia.

Czyszczenie dywanów raz!

Gdy weźmiemy pod uwagę np. usługę czyszczenia dywanów zamówioną przez Internet, będziemy mieli prawo z niej zrezygnować tak długo (oczywiście w granicach 10-dniowego terminu), jak długo faktycznie usługa ta nie zostanie wykonana, tj. dopóki nie przyjdzie usługodawca i nie wyczyści nam dywanu.

Kursy językowe on-line, filmy na życzenie, e-book’i…. tanio sprzedam!

Gdy natomiast będziemy zastanawiać się nad usługą, która nie tylko zamawiana jest przez Internet, ale również tą drogą świadczona, jak np. kursy językowe lub filmy na życzenie (VOD), to konieczne jest wyraźne ustalenie momentu, w którym usługa ta zacznie być realizowana. Stąd najczęściej usługodawcy, celem zabezpieczenia swoich interesów, umawiają się z konsumentem, że usługa będzie świadczona następnego dnia po dniu zawarcia umowy (poprzez np. wysłanie pierwszego pliku z materiałami szkoleniowymi, jeśli chodzi o kursy językowe on-line) lub niezwłocznie po otrzymaniu zapłaty za daną usługę (np. gdy chodzi o filmy w ramach VOD).

Takie rozwiązanie wydaje się być jak najbardziej słuszne, gdyż w innym razie konieczne byłoby stosowanie przez usługodawców zabezpieczeń o charakterze technologicznym, które informowałyby o dacie rozpoczęcia korzystania przez konsumenta z zamówionej usługi on-line.

Konsumenci uszczęśliwieni na siłę

Co więcej, trzeba przyznać, że samo prawo odstąpienia od umowy zawartej przez Internet w zakresie usług, jest już dużym udogodnieniem dla konsumentów, bo jakby się tak zastanowić, zamawiając daną usługę, co do zasady wiemy, czego powinniśmy się po niej spodziewać. Nie zaskoczy nas tu jej kolor, rozmiar czy szczególne właściwości, co może zdarzyć się w przypadku towarów zamawianych w sklepach internetowych.

Jedynym uzasadnieniem dla takiego rozwiązania, jakie przychodzi mi do głowy, jest możliwość znalezienia takiej samej usługi świadczonej przez innego przedsiębiorcę po niższej cenie. Kończąc pisanie tego zdania mam już jednak kontrargument dla powyższego – przecież kupienie czegokolwiek po takiej, a nie innej cenie jest ryzykiem ponoszonym przez konsumenta, które podejmuje na podstawie swojej własnej, niezależnej decyzji.

PODSUMOWUJĄC…

Moim zdaniem przepis przyznający prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość, której przedmiotem jest usługa świadczona drogą elektroniczną jest przepisem zbytecznym, w sposób sztuczny budującym ochronę konsumenta. Skoro brak jest możliwości „sprawdzenia” zamówionej usługi (oczywiście cały czas poruszamy się w granicach umów zawieranych na odległość), bo w takim przypadku prawo dostąpienia przestaje wiązać, to po co w ogóle utrzymywać 10-dniowy termin bądź co bądź niepewności w obrocie gospodarczym?

Przedsiębiorca telekomunikacyjny może wszystko…

Foto: sxc.hu | Autor: mzacha

Obowiązująca od nie tak dawna ustawa o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych to kolejna ustawodawcza pomyłka. Ustawa ta, owszem wspiera, ale nie rozwój usług telekomunikacyjnych (mowa tu w szczególności o dostępie do Internetu szerokopasmowego), ale prywatnych przedsiębiorców telekomunikacyjnych.

Gdy cel uświęca środki

Formalnie, głównym założeniem ustawy jest unowocześnienie gospodarki na całym terytorium Polski, m. in. poprzez rozwój usług telekomunikacyjnych i zapewnienie odbiorcom nieograniczonego do nich dostępu. Analiza postanowień ustawy prowadzi jednak do zupełnie odmiennych wniosków. Mimo powoływania się w jej przepisach na ogólne potrzeby odbiorców usług telekomunikacyjnych, w tle cały czas przewija się interes prywatnych przedsiębiorców.

Prawo drogi

Z dniem wejścia w życie ustawy każdy właściciel, użytkownik wieczysty, zarządca nieruchomości lub ktokolwiek komu przysługuje dowolne ograniczone prawo rzeczowe do nieruchomości (np. właściciel hipoteczny) ma obowiązek umożliwić przedsiębiorcom telekomunikacyjnym (operatorom) „umieszczenie na nieruchomości obiektów i urządzeń infrastruktury telekomunikacyjnej, w szczególności instalowanie urządzeń telekomunikacyjnych, przeprowadzanie linii kablowych pod nieruchomością, na niej lub nad nią, umieszczanie tabliczek informacyjnych o urządzeniach, a także ich eksploatację i konserwację, jeżeli nie uniemożliwia to racjonalnego korzystania z nieruchomości, w szczególności nie prowadzi do istotnego zmniejszenia wartości nieruchomości”.

Z przepisu tego wynika, że tak naprawdę ograniczone kiedyś chociaż w pewien sposób prawo drogi (polegające na ułatwieniu operatorom sieci telekomunikacyjnych dostępu do nieruchomości dla potrzeb świadczenia usług telekomunikacyjnych) dziś nie ma żadnych granic. Jedyną szansą na uniknięcie obowiązku zezwolenia na wejście na nieruchomość z urządzeniami telekomunikacyjnymi czy siecią kabli jest wykazanie, że taka inwestycja istotnie obniża wartość naszej nieruchomości, co w dzisiejszych czasach (gdy urządzenia, o których mowa nie muszą być wcale znacznych rozmiarów, a ich instalacja może dotyczyć dachu budynku lub małego wycinka parceli, „gdzieś pod ogrodzeniem”) nie jest takie oczywiste i proste do udowodnienia.

Bez wynagrodzenia

Mało tego, korzystanie przez operatorów z nieruchomości w sposób, o którym mowa powyżej jest odpłatne tylko wtedy, gdy „linia lub urządzenie telekomunikacyjne nie zapewnia dostępu do usług telekomunikacyjnych właścicielowi lub użytkownikowi wieczystemu nieruchomości, osobie której przysługuje spółdzielcze prawo do lokalu albo osobie posiadającej jakiś inny tytuł prawny do nieruchomości”. I mowa tu o jakiejkolwiek nieruchomości, która nie ma aktualnie zapewnionego dostępu do usług telekomunikacyjnych, a nie tej na której ma być dokonana instalacja. Czyli, jeżeli dajmy na to najemca lokalu będzie zainteresowany jakąś określoną usługą telekomunikacyjną, to operator sieci będzie miał prawo zwrócić się do właściciela innej nieruchomości z prośbą o nieodpłatne umożliwienie wejścia na jego działkę i instalacji na niej potrzebnych urządzeń telekomunikacyjnych, a właściciel będzie miał obowiązek prośbę tą spełnić.

Odrębna własność włókna światłowodowego

Kolejnym przykładem na to, że ustawa została stworzona po to, aby zabezpieczyć interesy nie publiczne, ale prywatnych przedsiębiorców telekomunikacyjnych, jest przewidziana w niej możliwość ustanowienia odrębnej własności elementów infrastruktury telekomunikacyjnej.

Możliwa jest więc teraz sytuacja, w której właścicielem sieci telekomunikacyjnej nie będzie właściciel całej nieruchomości (budynku), a operator, który sieć zainstalował. Dlatego też, gdy operator instalujący w danym budynku całe okablowanie ustanowi się jego odrębnym właścicielem, jakakolwiek późniejsza próba podłączenia się do istniejącej już sieci przez innego przedsiębiorcę komunikacyjnego będzie wiązała się z koniecznością zapłacenia przez tego ostatniego określonego wynagrodzenia, w kwocie i na warunkach wskazanych przez właściciela sieci. Istotne znaczenia ma to zwłaszcza w przypadku budynków wielomieszkaniowych (blokach, biurowcach), gdzie tak naprawdę potencjalnych zainteresowanych do świadczenia usług telekomunikacyjnych jest zawsze znacznie więcej niż w stosunku np. do domków jednorodzinnych. Dzięki takiemu rozwiązaniu, operator instalujący sieć nigdy nie będzie stratny, bo albo ustali sobie wysoką ceną za zezwolenie na korzystanie z sieci przez konkurencyjne przedsiębiorstwo, albo będzie jedynym przedsiębiorcą świadczącym usługi telekomunikacyjne w danym budynku.

Powyższe przepisy, to tylko niektóre z tych, które budzą poważne wątpliwości co do faktycznych intencji ustawodawcy. Całkiem możliwe, że tekst ustawy trafi w końcu pod obrady Trybunału Konstytucyjnego, bo tak znaczne ograniczenie gwarantowanego Konstytucją prawa własności nie może pozostać bez echa…